Połączenie Azji i natury - dear, Klairs


Kosmetyki azjatyckie, a zwłaszcza koreańskie, mają teraz u nas swoje 5 minut. Po ukazaniu się książek o koreańskiej pielęgnacji niemal szturmem wpadły na polski rynek i całkiem dobrze się już zadomowiły. Kobiety coraz chętnie sięgają po te kosmetyki, w których znaleźć można mnóstwo ciekawych składników i ekstraktów. Patrząc jednak na cały skład, zazwyczaj znajdziemy też tam rzeczy, które aż tak fantastyczne nie są…

A co gdyby połączyć kosmetyki azjatyckie z naturą? Brzmi niemal idealnie, prawda? Taką właśnie firmą jest Klairs. Marka działa od 2009r i oprócz tworzenia kosmetyków, ma na swoim koncie również liczne udziały w kampaniach przeciw testowaniu produktów na zwierzętach. Kosmetyki Klairs nie zawierają barwników, alkoholu, parabenów ani sztucznych aromatów/zapachów. Myślą przewodnią marki jest hasło simple but enough i stara się ona stworzyć produkty zapewniające kompleksową pielęgnację twarzy w rozsądnej cenie. W ofercie marki znajdziemy wszystko, co jest niezbędne do codziennej pielęgnacji cery oraz kilka kosmetyków kolorowych.

Jak już zapewne dobrze wiecie bardzo lubię sięgać po naturalne kosmetyki, więc jeśli mogę to połączyć z tymi azjatyckimi, do których ciagnie mnie kobieca ciekawość, to jestem zdecydowanie na tak! Składy co prawda całkowicie naturalne nie są, ale (poprawcie mnie jeśli się mylę) na moje oko są lepsze niż w markach konkurencyjnych. Dzisiaj przedstawię Wam dwa produkty marki dear, Klairs.



Klairs Supple Preparation Facial Tonik

Tonik stworzony na bazie ekstraktów roślinnych. Zapewnia skórze odpowiednie pH, nawilżenie oraz odżywienie. Działa przeciwzapalnie i przynosi ukojenie skórze. Zawiera kwas hialuronowy, beta glucan oraz Lipidure (Polyquaternium-51) - składnik, który działa nawilżająco i hamuje podrażnienia wywołane przez peelingi mechaniczne i inne środki drażniące. 
● Przywraca odpowiednie pH po oczyszczaniu twarzy
● Intensywnie nawilża
● Chroni skórę
● Przygotowuje do kolejnych etapów pielęgnacji
● Wzmacnia wchłanianie kolejnych produktów
● Łagodzi podrażnienia

Sposób użycia: Używaj toniku po każdym umyciu twarzy (rano, wieczorem, w ciągu dnia). Wylej trochę na wacik lub dłoń i przetrzyj delikatnie skórę zaczynając od wewnętrznych partii.

Water  Butylene Glycol  Dimethyl Sulfone  Betaine  Caprylic/Capric Triglyceride  Natto Gum  Sodium HyaluronateDisodium EDTACentella Asiatica ExtractGlycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract  Polyquaternium-51 Chlorphenesin Tocopheryl Acetate  Carbomer  Panthenol  Arginine  Luffa Cylindrica Fruit/Leaf/Stem Extract  Beta-Glucan  Althaea Rosea Flower Extract  Aloe Barbadensis Leaf Extract  Hydroxyethylcellulose  Portulaca Oleracea Extract  Lysine HCL  Proline  Sodium Ascorbyl Phosphate  Acetyl Methionine  Theanine  Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil  Eucalyptus Globulus Leaf Oil  Pelargonium Graveolens Flower Oil  Citrus Limon (Lemon) Peel Oil  Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil  Cananga Odorata Flower Oil  Copper Tripeptide-1


Cena: 88zł/180ml (aktualnie w cenie promocyjnej 79,20zł) do kupienia tutaj.

Kosmetyk zamknięty jest w plastikowej, ale bardzo elegancko i estetycznie wyglądającej, brązowej butelce. Etykieta jest prosta i utrzymana w minimalistycznym stylu, co mi jako estetce bardzo się podoba. Tonik zamykany jest zwykłym, zakręcanym korkiem i posiada standardowy dozownik. Dziurka nie jest duża i bardzo łatwo wydobyć taką ilość produktu, jaką chcemy.

Tonik ma konsystencję rozwodnionego zelu i producent sugeruje, że można go nakładać na dwa sposoby - standardowo wacikiem lub po prostu rękoma. Ja od początku zdecydowałam się na drugą opcję. Wylewam trochę produktu w zagłębienie dłoni, rozcieram między rękami i wklepuję w twarz. 3 krople w zupełności mi wystarczają, a to sprawia, że kosmetyk jest niesamowicie wydajny. Po używaniu go raz dziennie przez miesiąc zużyłam jedynie ilość sięgajacą do początku etykiety!

Patrząc na obietnice produkcenta muszę z czystym sumieniem przyznać, że tonik naprawdę wywiązuje się wzorowo! Idealnie zdejmuje z twarzy ewentualne uczucie ściagnięcia, jakie może wystąpić po umyciu skóry. Łagodzi i nawilża skórę, ale jednocześnie jest leciutki i jej nie obciąża. Nie sprawia, że skóra tłusta szybciej się przetłuszcza czy tym bardziej nie zapycha cery problematycznej. Czuć jednak ewidentnie, że pomaga w nawilżaniu skóry, choć oczywiście kremu nie zastąpi. A jak już o kremie mowa, tonik świetnie przygotowuje skórę do nakładania dalszej pielęgnacji. Kremy czy sera świetnie się nakładają, a jeśli skóra jest jeszcze delikatnie wilgotna, to i ich wchłanianie jest przyspieszone, a sama ilość nakładanego kosmetyku może być mniejsza. Zaraz po nałożeniu produktu skóra delikatnie się lepi, ale po chwili wszystko się wchłania i problem znika.

Osobiście uważam, że tonik powinien sprawdzić się przy większości typów cer - zarówno suchych, bo wspomoże nawilżenie skóry i zniweluje uczucie ściagnięcia zaraz po myciu, normalnych, jak i tych mieszanych i tłusyuch - bo jest bardzo lekki i zupełnie nie obciąży skóry, a kosmetyki na niego nakładane szybciej się wchłoną.

Podsumowując, jestem z tego toniku bardzo zadowolona! To zdecydowanie jeden z fajniejszych kosmetyków tego typu jaki miałam okazję stosować. Cieszę się więc z jego świetnej wydajności, bo zostanie ze mną na długo ;) Dodatkowo jego nietypowa konsystencja urozmaica mi jego używanie. Jedynie cena może być minusem, ale świetna wydajność i działanie może ją wynagrodzić.

Klairs Rich Moist Soothing (maska w płachcie)


Intensywnie nawilżająca maska w płachcie, którą wypełnia serum Klairs! Łagodzi, odżywia i nawadnia skórę. Zawiera duże stężenie kwasu hialuronowego. Maska wykonana jest z bawełny. Idealna dla skóry wrażliwej, która potrzebuje dodatkowej dawki nawilżenia! 
● Intensywnie nawilżenie 
● Ukojenie 
● Przywrócenie odpowiedniego pH 
● Odżywienie

Sposób użycia: Po oczyszczeniu skóry, użyciu toniku i nałożeniu ulubionej esencji/serum, rozpakuj i nałóż maskę w płachcie na twarz na 15-20 minut. Zdejmij maskę i delikatnie wklep pozostałość esencji w skórę aż do całkowitego wchłonięcia. Nie zapomnij o kremie na koniec!

Water  Sodium hyaluronate  Butylene glycol  Peg-60 hydrogenated castor oil  Dimethyl sulfone  Betaine  Natto gum  Disodium edta  Centella asiatica extract  Glycyrrhiza glabra (licorice) root extract  Carbomer  Arginine  Chlorphenesin  Tocopheryl acetate  Panthenol  Luffa cylindrica fruit/leaf/stem extract  Althaea rosea flower extract  Aloe barbadensis leaf extract  Fragrance  Portulaca oleracea extract  Lysine hcl  Proline  Sodium ascorbyl phosphate  Acetyl methionine  Theanine  Apium graveolens (celery) extract  Brassica oleracea capitata (cabbage) leaf extract  Brassica oleracea italica (broccoli) extract  Brassica rapa (turnip) leaf extract  Daucus carota sativa (carrot) root extract  Oryza sativa (rice) bran extract  Solanum lycopersicum (tomato) fruit/leaf/stem extract

Cena: 8zł/23ml (aktualnie w cenie promocyjnej 7,20zł) do kupienia tutaj.

Maseczka jest bardzo mocno nasączona, po wyjęciu z opakowania wręcz z niej kapie. Jest to standardowy produkt w bawełnianym płacie, z wszystkimi potrzebnymi otworkami ;) Producent obiecuje tu nawilżenie, ukojenie i odżywienie skóry i jak najbardziej się z tym zgodzę. Jedynie do tego odżywienia miałabym wątpliwości, a to tylko dlatego, że ciężko to ocenić po jednorazowym użyciu. Niewątpliwe jest jednak to, że maseczka fantastycznie skórę nawilża. Podczas trzymania na twarzy jest bardzo przyjemna, delikatnie chłodzi skórę. Nawet po 30min, bo tyle ją ostatecznie trzymałam,  jest jeszcze dość mocno mokra, a po jej zdjęciu na skórze zostaje sporo produktu (nie wspominając o tym, który został w opakowaniu). Bardzo dobrze przylega do twarzy, zupełnie mi nie zjeżdżała, a wcale w niej nie leżałam (o dziwo!). Po zdjęciu skóra jest mięciutka i gładka, ale tak naprawdę dopiero na drugi dzień, podczas porannego mycia, czułam to najbardziej. Resztkę maseczki wmasowałam w skórę i zostawiłam na noc, co na pewno też miało swój udział. 

Podsumowując, jeśli potrzebujecie dodatkowego kopa nawilżenia, to ta maseczka naprawdę to zrobi. Samo trzymanie jej na twarzy jest bardzo komfortowe i relaksujace, a efekty po zdjęciu są jak najbardziej zadowalające! Skóra jest odpowiednia nawilżona i nabiera zdrowego blasku.

Muszę przyznać, że marka dear, Klairs wywarła na mnie bardzo pozytywne pierwsze wrażenie. To chyba najfajniejsze produkty koreańskie, jakie miałam okazję do tej pory testować. Z obu produktów jestem bardzo zadowolona i cieszę się, że miałam okazję ich używać. Marka ma w swojej ofercie jeszcze kilka bardzo ciekawych produktów i muszę przyznać, że niektóre bardzo mnie ciekawią - np serum z witaminą C, serum nawilżające, piankę do mycia twarzy czy peeling do twarzy ;)

Znacie markę dear, Klairs? Co myślicie o tych produktach, ciekawi Was coś? ;)

Wata cukrowa w tubce - Holika Holika Sweet Cotton Pore Cover BB


Krem BB, czyli połączenie kremu pielęgnacyjnego i podkładu, miał już u nas swoje 5 minut. Każda "szanująca się" marka kosmetyków kolorowych musiała wypuścić tego typu produkt, potem były nawet kremy CC, DD itd… Większość osób, która używała oryginałów, czyli kremów powstałych w Azji, twierdziła jednak, że te europejskie odpowiedniki nijak się do nich mają i wręcz nie warto sobie nimi głowy zawracać. Mnie szał na BBiki jakoś ominął, ale to nie znaczy, że nie miałam ochoty jakiegoś przetestować. Swoją przygodę z azjatyckimi kremami zaczęłam od marki Skin79, jednak nie był to niestety strzał w 10, a to głównie przez kolorystykę. Azjatki mają zupełnie inny odcień skóry niż my, więc ciężko o dobrze dobrany kolor. Za drugim razem sięgnęłam po inną markę i o niej dzisiaj właśnie Wam napiszę. A mowa oczywiście o marce Holika Holika oraz ich uroczym kremie BB - Sweet Cotton. Wiem, że wiele z Was była go ciekawa, więc nie przedłużam i zapraszam!

Holika Holika Sweet Cotton Pore Cover BB 02 (Natural Beige) - Matujący krem BB, który idealnie stapia się ze skórą jak wata cukrowa. 
● Krem nadaje ładne krycie ukrywając niedoskonałości skóry. Skóra staje się delikatna i gładka. Wygląda na zdrową i zadbaną. Ponadto dzieki wyselekcjonowanym składnikom krem działa przeciwzapalnie regulując wydzielanie sebum. Nie przetłuszcza skóry i nie zapycha porów.
● Zawiera cukier który matuje skórę oraz ekstrakt z nasion bawełny bogaty w węglowodany i proteiny, który długotrwale nawilża, odżywia i regeneruje skórę.
● Krem ma niewielkie, poręczne opakowanie i posiada piękny zapach waty cukrowej co umila aplikację. Zawiera filtr przeciwsłoneczny SPF30PA+++ Obecny w dwóch kolorach.

Sposób użycia: Odpowiednią ilość produktu rozprowadź na twarzy oraz szyi delikatnie wklepując, aż do równomiernego rozprowadzenia produktu. W razie potrzeby nałóż drugą warstwę produktu.

Główne składniki
Cukier - Nawilża i wygładza 
Wyciąg z bawełny - Utrzymuje skóre miękką i delikatną kontrolując wydzielanie sebum, nie dopuszczając do przetłuszczania się skóry 
Wyciąg z Rośliny Lotus - Antyoksydant, widocznie napina i wygładza skórę.
Ekstrakt z Owocu Noni (Morwa Indyjska) - Łagodzi stany zapalne skóry, pomaga w zwalczaniu dolegliwości skórnych

WATER  CYCLOPENTASILOXANE  CYCLOMETHICONE  TITANIUM DIOXIDE  DIPROPYLENE GLYCOL  ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE  PEG-10 DIMETHICONE  TALC  PENTAERYTHRITYL TETRAISOSTEARATE  ZINC OXIDE  VINYL DIMETHICONE/METHICONE SILSESQUIOXANE CROSSPOLYMER  DIMETHICONE/VINYL DIMETHICONE CROSSPOLYMER  IRON OXIDES(CI 77492)  DISTEARDIMONIUM HECTORITE  MAGNESIUM SULFATEDIMETHICONE  C12-14 PARETH-3  PORTULACA OLERACEA EXTRACT  PHENOXYETHANOL  IRON OXIDES(CI 77491)  METHICONE  TRIHYDROXYSTEARIN  IRON OXIDES(CI 77499)  FRAGRANCE ● ETHYLHEXYLGLYCERIN  TOCOPHERYL ACETATE  ALUMINUM HYDROXIDE  AMINOPROPYL DIMETHICONE  ALUMINUM STEARATE  POLYMETHYLSILSESQUIOXANE  ALUMINA  TRIETHOXYCAPRYLYLSILANE  ACRYLATES/ETHYLHEXYL ACRYLATE/DIMETHICONE METHACRYLATE COPOLYMER  VACCINIUM MYRTILLUS FRUIT EXTRACT  SILICA  GOSSYPIUM HERBACEUM (COTTON) EXTRACT  SACCHARUM OFFICINARUM (SUGAR CANE) EXTRACT  CITRUS AURANTIUM DULCIS (ORANGE) FRUIT EXTRACT  CITRUS LIMON (LEMON) FRUIT EXTRACT  ACER SACCHARUM (SUGAR MAPLE) EXTRACT  MORINDA CITRIFOLIA EXTRACT  NELUMBO NUCIFERA FLOWER WATER

Cena: 61,95zł/30ml do kupienia na MyAsia.

Zacznę może od koloru. Do wyboru mamy 1 i 2, a ja, jako że krem wybierałam sobie latem (podczas stosowania samoopalacza) zdecydowałam się wyjatkowo na odcień ciemniejszy. Pierwszy raz w moim życiu nie wzięłam najjaśniejszego ;) Jeśli chodzi o sam kosmetyk, kierowałam się radami Pani ze sklepu MyAsia, która doradziła mi ten krem ze względu na żółte tony, bo takiego właśnie szukałam. Niestety te wszystkie szaro-różowe azjatyckie kremy BB nie wyglądają na mnie dobrze. Kolor okazała się nie aż tak mocno żółty, jakbym tego oczekiwała (jest np mniej żółty niż pomarańczowy krem ze Skin79), ale jednocześnie naprawdę dobrze dopasowuje się do koloru cery. Nie zauważyłam żeby odcinał się mocno od szyi, choć przy nakładaniu widać, że nie jest dobrany idealnie. Jeśli jednak już chwilę posiedzi na twarzy, kolor naprawdę ładnie się z nią stapia i wygląda dobrze. Poniżej możecie zobaczyć jak wypada w porównianiu do innych podkładów, choć przypominam, że wyjątkowo wzięłam odcień ciemniejszy.

Sam krem ma gęstą postać, ale bardzo łatwo się go rozprowadza. Nie tworzy smug ani zacieków, nie zauważyłam też żadnego oksydowania koloru. Rozprowadza się jak krem pielęgnacyjny, przynajmniej takie jest moje odczucie i ja zawsze nakłądam go palcami. Niewielka ilość wystarcza, aby pokryć całą twarz. Krycie jest średnie, ładnie wyrównuje koloryt cery ale niedoskonałości czy przebarwień po nich całkowicie nie przykryje, ale szczerze mówiąc nie przeszkadza mi to jakoś specjalnie. Wolę mieć mniejszą warstwę produktu na całej twarzy a korektor dodać tam, gdzie jest to potrzebne. Na co dzień jednak lekko przebijające ślady po wypryskach aż tak bardzo mi nie przeszkadzają. Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć jak wyglada na mojej skórze i na ile zakrywa niedoskonałości. Proszę jednak o wyrozumiałość, bo to mój pierwszy saute tutaj ;) Pierwsze zdjęcie jest bez makijażu, drugie z samym kremem a trzecie dodatkowo z pudrem i bronzerem.

Wykończenie kremu nie jest tak sugeruje producent całkowicie matowe, a raczej satynowe. Na pewno nie jest tłuste i rozświetlające. Mi ta satyna bardzo odpowiada, bardzo ładnie i naturalnie się to prezentuje. Ja jednak, ze względu na tłustą strefę T, i tak go pudruję. Skóra zaczyna mi się błyszczeć po kilku godzinach, co jest u mnie całkowicie normalne (przy niektórych podkładach robi to dużo szybciej), a wynik ten zaliczam na plus. Sama trwałość kremu jest naprawdę dobra. Mam problem z szybkim ścieraniem się produktów z twarzy a ten nawet po 8 godzinach nadal wygląda nieźle, co w moim przypadku nie jest często spotykane. 

Krem nie robi krzywdy mojej problematycznej cerze, nie zauważyłam żadnego zapychania czy pogorszenia jej stanu, mimo że długaśny skład może przestraszyć. Nie podkreśla też u mnie suchych skórek (których w zasadzie nie mam ;)) i nie wchodzi brzydko w załamania. Odniosę się jeszcze do zapachu - producent obiecuje nam tutaj tytułową watę cukrową, jednak nie mogę się z tym zgodzić. Krem pachnie przyjemnie, jakby lekko kwiatowo, ale jest to zapach bardzo delikatny, na twarzy zupełnie go nie czuć, co dla mnie jest dużym plusem. Nie lubię mocno perfumowanych kosmetyków.

Podsumowując, krem naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył! Ładnie wygląda na skórze, daje średnie krycie i jest bardzo komfortowy podczas noszenia. Nie sprawia mi w zasadzie żadnych kłopotów. Gdyby tylko był jeszcze bardziej żółty, to byłoby już idealnie ;) Aktualnie zastanawiam się nad zakupem jaśniejszej wersji.
Myślę, że dobrze sprawdzi się u osób, które nie potrzebują pełnego krycia, lub tak jak ja, wspomogą się korektorem. Warto jednak zaznaczyć, że niestety nie przy wszystkich typach cery będzie wyglądał dobrze. Ja mam mieszaną w stronę tłustej i jestem z niego bardzo zadowolona, ale posiadaczki suchej mogą już nie być - po więcej szczegółów odsyłam Was do wpisu Justyny, która właśnie taką cerę posiada.

Mam nadzieję, że temat wyczerpałam i przyda się Wam ta recenzja, bo wiem, że wiele z Was jest tym produktem zainteresowana ;) Dajcie znać czy miałyście okazję używać tego kremu i jak się u Was sprawdził, bo opinie bywają skrajne ;)

Płyn micelarny Pat&Rub


Już prawie dwa miesiące używam płynu micelarnego z Pat&Rub, więc z czystym sumieniem mogę go Wam przedstawić. Jak pewnie dobrze już wiecie mam słabość do naturalnych kosmetyków i to w ich stronę ciągnie mnie najbardziej. Dzisiaj właśnie będzie o jednym z takich produktów - skład jest piękny, ale czy idzie za tym dobre działanie? Przekonajmy się!

Łagodzący preparat do demakijaż oczu i oczyszczania cery wrażliwej

Płyn micelarny Pat&Rub to kosmetyk naturalny, perfekcyjnie oczyszcza, tonizuje i łagodzi podrażnienia. Nie narusza warstwy hydrolipidowej skóry.
Jest odpowiedni nawet dla bardzo wrażliwej cery. Nadaje się do zmywania makijażu oczu. Zawiera kojącą podrażnienia i tonizującą wodę różaną, wodę rozmarynową o właściwościach antyseptycznych, łagodzącą wodę lawendową oraz micele Sphingosomes Moist, które łączą właściwości pielęgnacyjne i oczyszczające.
Kosmetyk w 100% naturalny i hipoalergiczny.
Kompozycja:
Woda różana* - łagodzi zaczerwienienia, tonizuje, nawilża
Woda rozmarynowa* - działa antybakteryjnie, antyseptycznie i przeciwzapalnie
Sphingosomes Moist* - oczyszcza przy jednoczesnym zachowaniu naturalnej równowagi skóry, silnie nawilża, poprawia miękkość, jędrność i komfort skóry
Woda lawendowa*- łagodzi podrażnienia
Mydlnica * - działa łagodząco i przeciwzapalnie, oczyszcza
*wszystkie surowce, z których skomponowany jest płyn micelarny, mają certyfikat naturalności

Sposób użycia: do stosowania rano, wieczorem i odświeżania cery w ciągu dnia. Przemyj skórę twarzy i szyi płatkiem kosmetycznym dobrze nasączonym płynem micelarnym. W razie potrzeby czynność należy powtarzać, aż kolejny użyty płatek kosmetyczny pozostanie czysty. Tak oczyszczona skóra nie wymaga już mycia wodą i nie potrzebuje toniku. 

Aqua, Rosa Damascena Flower Water* ● Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Water ● Sodium Lactate ● Sodium PCA  Mannitol ● Lecithin  Sodium Cocoyl Glutamate ● Propanediol ● Lavandula Angustifolia ( Lavender) Flower Water ● Saponaria Officinalis Extract ● Maltooligosyl Glucoside/Hydrogenated Starch Hydrolysate ● Dehydroacetic Acid ● Benzyl Alcohol ● Sodium Phytate
*Certyfikowane składniki organiczne


Analiza składu


Woda ● Hydrolat z kwiatów róży damasceskiej Działa tonizująco i kojąco, poprawia napięcie skóry i jej koloryt, przywraca jej naturalną równowagę. Skóra staje się elastyczna, promienna i jedwabiście gładka. Orzeźwia, koi i nawilża. Zmiękcza skórę suchą i wrażliwą, oczyszcza skórę przetłuszczającą się. ● Hydrolat z rozmarynu Działa antyseptycznie, odświeżająco i pobudzająco. Polecany na różne schorzenia skóry. ● Naturalna sól sodowa kwasu mlekowego Utrzymuje wilgoć w skórze. ● Sól sodowa kwasu piroglutaminowego Doskonale nawilża. ● Mannitol Wykazuje działanie bakteriostatyczne, reguluje pracę gruczołów łojowych, nawilża. ● Lecytyna Naturalny emulgator, zmiekcza i odżywia skórę, działa antystatycznie. ● Sodium Cocoyl Glutamate Substancja powierzchniowo czynna pochodzenia naturalnego. ● Propanediol Naturalna substancja nawilżająca, emulgująca, poprawiająca konsystencję, doskonały nośnik substancji aktywnych oraz naturalny konserwant. ● Hydrolat z lawendy Działa łagodząco na skórę, tonizuje, odświeża, oczyszcza. ● Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej Oczyszcza, łagodzi, goi. ● Syrop kukurydziany Nawilża, wzmacnia wrażliwą skórę, zmiękcza. ● Kwas dehydrooctowy Identyczny z naturalnym konserwant, dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne. ● Alkohol benzylowy Identyczny z naturalnym konserwant, dopuszczony przez instytucje certyfikujące kosmetyki naturalne. ● Sól sodowa kwasu fitowego Związek chelatujący.



Niedawno pisałam Wam o tym jak robić bardziej racjonalne zakupy, a tu taki klops. Sama nie zastosowałam się do jednej z rad i niezbyt dobrze na tym wyszłam. Ale po kolei…
Tonik marki Pat&Rub był na mojej chciejliście już od bardzo dawna, ale ciągle odkładałam jego zakup na później. Jak pewnie doskonale wiecie, marka Pat&Rub była ostatnio wyprzedawana, jednak na tonik się już nie załapałam, a że na półce był jeszcze owy płyn micelarny… Stwierdziłam że się skuszę. Nie czytałam żadnych opinii, po prostu go wzięłam. I tu był błąd, no ale cóż, człowiek uczy się na błędach ;)

Zacznę od składu, który jest fantastyczny, a swoją drogą bardzo podobny do składu toniku. Jego analizę mozecie zobaczyć powyżej. Kosmetyk jest wegański i jak zapewnia producent - w 100% naturalny. 


Płyn zamknięty jest w 200ml, bardzo porstej butelce z przekręcanym dozownikiem. Osobiście bardzo podoba mi się ten pomysł, wystarczy przekręcić, niczego nie trzeba zdejmować czy otwierać. Płyn wylewa się przez niewielkią dziurkę, dzięki czemu nie ma problemu z marnowaniem produktu. Szata graficzna jest prosta, minimalistyczna i bardzo schludna - bardzo mi się podoba! Płyn nie ma składzie żadnych substancji zapachowych, więc pachnie dość specyficznie, ziołowo. Zapach raczej nie będzie się podobał, ale też nie sądzę by komuś mógł przeszkadzać w używaniu, zwłaszcza że płynu używamy tylko przez chwilę. Ale przypomnę tylko, że ja wrażliwego nosa nie mam ;)

Zaczęło się bardzo przyjemnie - skład i opakowanie bardzo na plus! Ale została jeszcze najważniejsza kwestia - działanie. Płyn niestety bardzo słabo sobie radzi ze zmywaniem makijażu. O ile przy twarzy sprawdza się w miarę dobrze, tak przy oczach niestety poległ. Cienie zmywa, ale z tuszem ma duże problemy. Konieczne jest zmycie go jeszcze jakimś innym kosmetykiem, inaczej obudziłybyśmy się z pandą pod oczami. Ja co prawda używam zawsze jeszcze olejku, ale nie o to chodzi w płynie micelarnym, powinien sam sobie poradzić z makijażem. Plusem jest fakt, że zupełnie  nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Pozostawia jednak na skórze delikatny, klejący film, czego nie lubię. Mam wtedy uczucie, że skóra jest nieoczyszczona (co w sumie pewnie jest prawdą).

Podsumowując, kosmetyk nie poradził sobie ze swoim głównym zadaniem, także na pewno nie mogą powiedzieć, że jestem z niego zadowolona. Pod względem zmywania makijażu to chyba najgorszy płyn micelarny jaki miałam okazję testować. Zużyję go, bo jak wspomniałam, i tak zmywam makijaż dodatkowo olejkiem, ale na pewno do niego nie wrócę. 

Co prawda marka Pat&Rub już nie istnieje, ale dokładnie te same kosmetyki dostaniemy teraz pod nazwą Naturativ. Cena również się nie zmieniła - 200ml produktu kosztuje 60zł (ale warto czekać na promocje!).

Znacie ten płyn? Macie swoich ulubieńców z tej marki? 

Jesienna wishlista


Za kilka dni kalendarzowa jesień, a to chyba najlepszy moment na nową wishlistę! Bardzo lubię oglądać takie zestawienia u innych dziewczyn, więc mam nadzieję, że i moje się Wam spodoba. Tak jakoś wyszło, że na listę trafiła praktycznie sama pielęgnacja, ale w końcu to podstawa! Nie przedłużając zapraszam na moje jesienne zakupowe cele.

1. Iossi Serum do twarzy dla cery z problemami, trądzikowej
Czytałam ostatnio bardzo pozytywną opinię o innym serum tej marki i przeglądając ich ofertę to wpadło mi w oko najbardziej. Wiecie, że kocham olejki pod każdą postacią, a to serum ma właśnie taką formę. Bardzo jestem ciekawa jakby się sprawdziło na mojej problematycznej cerze.

2. Pianka Phenome Non-drying clensing foam
Marka Phenome ciekawi mnie już od bardzo dawna, ale nawet nie mogłam się na nic konkretnego zdecydować. Aktualnie na celowniku mam tą piankę, przeznaczoną do cery naczynkowej. Ja takiej nie posiadam, ale coś delikatnego zawsze się przyda.

3. Balsam do demakijażu Trilogy Make-Up Be Gone Cleansing Balm
Kończę w końcu mój olejek Resibo i ma m ogromną ochotę na coś nowego. Tym razem chciałabym spróbować innej formy demakijażu i balsam wydaje się być fajną opcją. Ten konkretny ma w zestawie ściereczkę, a takie rozwiązania bardzo lubię.

4. Łańcuszek Sotho
Ten konkretny model w kolorze różowego złota od razu wpadł mi w oko gdy przeglądałam ofertę tej marki, ale muszę przyznać ze praktycznie cały asortyment sklepu bardzo mi się podoba! Uwielbiam takie delikatne dodatki. Wisiorek z gwiazdką czy łapaczem snów też są przepiękne, ale jednak jaskółka kupiła mnie najbardziej.

5. Hagi Cosmetics
Bardzo mnie ciekawi ta firma i mam już kilka kosmetyków na celowniku. Bardzo ciekawią mnie pudry do kąpieli, peelingi czy balsamy, ale jako na pierwsze skuszę się chyba na Zabłocką sól do kąpieli oraz waniliową świecę sojową, która powinna być idealna na długie, jesienne wieczory.

6. Peeling malinowy Fresh&Natural
Chyba nie słyszałam o nich żadnej negatywnej opinii a to sprawia, że ciekawią mnie jeszcze bardziej! Wersja malinowa jest chyba najbardziej popularna więc to pewnie na nią się skuszę. Co prawda uwielbiam domowy peeling kawowy i nic go chyba nie zdetronizuje, ale mam czasem ochotę na coś gotowego, więc peelig Fresh&Natural powinien być dobrym wyborem.

Nie ma tego dużo, pewnie jakbym się zastanowiła dłużej to mogłabym jeszcze coś tu dorzucić, ale chyba wolę nie ;D Po głowie chodzą mi jeszcze lakiery hybrydowe w jakichś głębokich kolorach, ale nie mam jeszcze swoich typów. Jeśli możecie coś polecić to będę wdzięczna ;)

Znacie te produkty? Może możecie mi o nich coś powiedzieć?

Moje ulubione maseczki dla cery trądzikowej i skłonnej do niedoskonałości


Jak już nieraz Wam wspominałam, mam cerę problematyczną i wyskakujące niespodzianki to dla mnie żadna nowość. Zazwyczaj raz w miesiącu problem się nasila, ale to nie znaczy, że resztę czasu mam spokój. Dużo zależy u mnie od kosmetyków jakie stosuję, ale jeszcze większy wpływ ma na to moja dieta czy emocje. Jak wszyscy wiemy trądzik to choroba bardzo powszechna, ale nadal bardzo trudna w wyleczeniu (czy może bardziej zaleczeniu?). Same maseczki na pewno nie sprawią, że problem zniknie, ale mogą okazać się bardzo skuteczne. Dzisiaj opowiem Wam o moich 4 hitach, które stosuję kiedy moja skóra przechodzi gorszy okes.

Glinki

Dobrze dobrane do rodzaju skóry mogą zdziałać cuda! Do cery trądzikowej polecane są np glinka zielona, z morza martwego czy wulkaniczna. Efekty jakich możemy się spodziewać od razu po zmyciu glinki to natychmiastowe (ale tylko tymczasowe) wyrównanie kolorytu skóry, uspokojenie niedoskonałości, szybsze ich gojenie, oczyszczenie skóry i porów, lekkie wyrównanie struktury (jeśli przy zmywaniu wykonamy masaż skóry) oraz zmatowienie tłustej cery. Efekty przy regularnym stosowaniu będą jeszcze lepsze - skóra będzie oczyszczona, niedoskonałości będą goiły się szybciej i jest szansa, że zbyt duża produkcja sebum się trochę unormuje. Wiele drogich, napakowanych chemią maseczek nie da takich dobrych rezultatów jak czysta glinka. Minusem jest niestety możliwość podrażnienia, ale jeśli nakładamy je z głową (i o ile nie mamy na nie uczulenia) oraz pamiętamy o spryskiwaniu jej wodą, aby nie doszło do całkowitego zaschnięcia na twarzy, to wszystko powinno być dobrze. Wiem, że dla niektórych problemem jest konieczność jej mieszania, ale moim zdaniem zdecydowanie warto poświęcić tą chwilę. O tym jak je dobrać, jak nakładać, z czym mieszać oraz o czym generalnie warto pamiętać pisałam Wam już w osobnym poście. Moje ulubione glinki rosyjskie oraz te z Organique.


Maseczka aspirynowa

To zwykła rozpuszczona aspiryna (wystrczy zalać ją wodą i rozdrobnić łyżeczką) zmieszana np z jogurtem. Można też dodać do niej olejki, wedle uznania te nawilżające lub wspomagające walkę z niedoskonałościami (np olej tamanu lub z drzewa herbacianego). Ta maseczka idealnie się sprawdzi  przy gorszym okresie skóry. Aspiryna przyspieszy gojenie się niedoskonałości. Trzeba jednak nakładać ją i zmywać bardzo delikatnie, jeśli zmiany jakie mamy są zaognione lub ropne. Aspiryna stworzy coś na kształt peelingu mechanicznego, a ten do takich zmian nie jest zalecany (bakterie rozniosą się po całej twarzy). Maseczkę tą więc trzeba nakładać oraz zmywać bardzo delikatnie, bez pocierania twarzy. Przydatna może być tutaj szmatka czy ręczniczek. Taką mieszankę możemy też nakładać punktowo, jeśli skóra nie jest trądzikowa i mamy tylko pojedyńcze zmiany. 

Spirulina

Ten ciemnozielony proszek ma działanie bardzo podobne do glinek - skóra zaraz po zmyciu jest jaśniejsza, oczyszczona, niedoskonałości są uspokojone a pory zwężone. Ma jednak jeszcze jedną zaletą - regularnie stosowana może pomóc w walce z przebarwieniami. Rozrabia i nakłada się ją w taki sam sposób jak glinki, również należy spryskiwać ją wodą aby nie zaschła, bo może wtedy podrażnić skórę. Podejrzewam, że może się jednak nie sprawdzić u wrażliwców. Poza tym wydaje mi się, że sprawdzi się przy wszystkich typach cery - normalnej, suchej (np z dodatkiem olejków) oraz tłustej czy mieszanej. Jedynym minusem jest jej intensywny zapach… no śmierdzi, nie ma się co oszukiwać. Po zmieszaniu z jogurtem naturalnym zapach traci odrobinę na intensywności, ale nawet mimo tego jestem pewna, że nie każdy będzie w stanie znieść ten zapach. Na pocieszenie powiem tylko, że z czasem można się do niego przyzwyczaić i nie przeszkadza aż tak bardzo ;) 

Ava Laboratoium Maska enzymatyczna

Recenzja tego produktu jest już na moim blogu. To jedyny gotowy kosmetyk który Wam tutaj polecam. Skład ma jednak krótki i bardzo dobrze działający. Jest to połączenie dwóch produktów - oczyszczającej maseczki i peelingu enzymatycznego, bardzo polecanego przy skórze problematycznej. Ma postać białej pasty i przychodzi do nas w 100ml tubce. Skóra po jej użyciu jest bardzo ładnie oczyszczona, ale jednocześnie nie przesuszona. Koloryt jest wyrównany, niedoskonałości uspokojone, pory oczyszczone i mniej widoczne a do tego buzia jest bardzo gładka. Bazuje na białej glince, ale ma też w sobie enzymy odpowiadające za złuszczanie martwego naskórka. Po więcej informacji o działaniu oraz analizę składu zapraszam do recenzji.

     ● Kosmetyk 2w1 - maska enzymatyczna Ava Laboratorium

Ten wpis oraz wiele innych urodowych czy po prostu typowo kobiecych porad znajdziecie na portalu Kobiece Porady. Uroda, lifestyle, dom, ślub czy fitness to tylko niektóre z kategorii o jakich możemy tam poczytać ;)

Lubicie takie domowe maseczki? Jakie są Wasze ulubione produkty do walki z niedoskonałościami? ;)

Duet idealny na lato - kultowy suchy olejek i żel pod prysznic marki Nuxe


Dopiero co pisałam Wam o dwóch produktach jednej marki, a dziś kolejny duet! To już chyba ostatnia w tym roku bardziej letnia recenzja. Już za chwilę przejdziemy do jesiennych tematów! Ale jako że wrzesień jak na razie bardzo nas rozpieszcza i pogoda jest piękna, to dziś kilka słów o produktach idealnych na ciepłe dni. Kilka razy się już na blogu pojawiały, ale nigdy nie poświęciłam im większej uwagi, więc dziś nadrabiam te zaległości. Jeśli macie ochotę poczytać o kultowym kosmetyku marki Nuxe, jakim jest suchy olejek oraz o żelu pod prysznic z tej samej serii, to zapraszam!


Suchy olejek Huile Prodigieuse

Olejek Huile Prodigieuse® to nr 1 wśród olejków we Francji*. Ten suchy olejek o wielu zastosowaniach zawierający 6 szlachetnych olejków roślinnych (z orzechów makadamia, orzechów laskowych, ogórecznika, słodkich migdałów, kamelii, dziurawca), odżywia, regeneruje i wygładza skórę i włosy. Olejek posiada unikalną, nietłustą konsystencję o urzekającym zapachu.
Stosuj olejek Huile Prodigieuse® przez cały rok, latem i zimą do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. Nakładaj na twarz i ciało aby odżywić, wygładzić skórę i nadać jej aksamitną miękkość. Stosuj preparat na włosy, aby odżywić suche końcówki i nadać włosom efekt naturalnych fal. Dla intensywnego efektu odżywienia włosów nałóż olejek jako maskę przed ich umyciem.
Zawiera co najmniej 97,8% składników pochodzenia naturalnego.
Nie zawiera konserwantów.

Coco-Caprylate/Caprate ● Dicaprylyl Ether ● Macadamia Ternifolia Seed Oil ● Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil ● Corylus Avellana (Hazel) Seed Oil ● Camellia Oleifera Seed Oil ● Parfum/Fragrance ● Tocopherol ● Borago Officinalis Seed Oil ● Olea Europaea (Olive) Fruit Oil ● Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil ● Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract ● Hypericum Perforatum Flower/Leaf/Stem Extract ● Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit Extract ● Benzyl Salicylate ● Linalool ● Limonene ● Citronellol ● Geraniol [N2206/A]


Producent obecuje, że olejek jest wielofunkcyjny i sprawdzi się stosowany do ciała, twarzy oraz włosów. Wcale w to nie wątpię, ale ja kupiłam go w konkretnym celu i tego się trzymałam. Mianowicie olejek służył mi w ciągu dnia - smarowałam nim ciało przed wyjściem z domu. Zamin pomyślicie że oszalałam (w końcu kto normalny nakłada tłusty olejek latem?!) to przypomnę, że ten tłuścioch jest w formie suchej, przez co idealnie sprawdza się właśnie na dzień. Olejek daje skórze przepiękny blask mimo braku jakichkolwiek drobinek, a jednocześnie skóra się nie lepi, co byłoby bardzo niekomfortowe w wyższych temperaturach (a pyłki z powietrza miałyby uciechę gromadząc się na naszych nogach). Niesamowite jest jak sam olejek może poprawić wygląd skóry. Kojarzycie zdjęcia gwiazd w prasie, gdzie ich nogi pięknie odbijają światło, wydają się idealnie gładkie, zgrabne i po prostu piękne? Tak właśnie działa ten olejek. Skóra wygląda na zdrową i bardzo zadbaną. Ja najbardziej lubiłam nakładać go właśnie na nogi oraz ramiona, czasami też na dekolt. Jeśli dodamy do tego jeszcze chociaż lekką opaleniznę (naturalną czy z tubki), to efekt jest jeszcze piękniejszy.

Nie sposób też nie poruszyć temtu zapachu. Jak już wspomniała, ten olejek to produkt już kultowy a jego zapach to jeden z najczęściej wymienianych atutów. I wcale mnie to nie dziwi. Zapach ma jak piękne perfumy - słodki, ciepły, otulający. Jest intensywny, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie wybija się na pierwszy plan, nie przyprawia o ból głowy (a mam ten problem przy mocnych zapachach). 

Podsumowując, dla mnie ten olejek to must have na lato, gdy odsłaniamy nogi i chcemy w kilka chwil poprawić ich wygląd! Dzięki suchej formule świetnie się sprawdza nawet przy wyższych temperaturach i pięknie podkreśla opaleniznę.


Olejek pod prysznic Prodigieux

Olejek pod prysznic ze złotymi drobinkami delikatnie oczyszcza skórę, pozostawia ją gładką i pachnącą. Pielęgnacja ciała staje się chwilą prawdziwej przyjemności. Rozpoznasz w nim zapach kultowego suchego olejku Huile Prodigieuse®.
Nałóż olejek pod prysznic Prodigieux® na zwilżoną skórę, a następnie spłucz.
Delikatna, nie zawierająca siarczanów baza myjąca z olejkiem ze słodkich migdałów.  Perłowe drobinki pochodzenia mineralnego.
Nuta zapachowa olejku Huile Prodigieuse® (kwiat pomarańczy, magnolia, wanilia).
Zawiera co najmniej 91.9% składników pochodzenia naturalnego.

Ten kosmetyk będzie prawdziwym rarytasem dla srok! Widzicie jak on pięknie wygląda? Mnóstwo cudownie mieniących się drobinek zatopionych w złotawym żelu, no śliczności! Ale poza wyglądem kosmetyk ma na szczęście do zaoferowania coś więcej. W kontakcie z mokrą skórą zamienia się w delikatną emulsję i bardzo przyjemnie myje skórę. Jest czysta, ale nie przesuszona czy ściągnięta. Perłowe drobinki nie peelingują, są zupełnie niewyczuwalne na skórze. Podczas kąpieli otula nas ten sam zapach co w olejku, jest dość intensywny i dobrze wyczuwalny podczas mycia. Kosmetyk ten więc nie tylko ładnie wygląda, ale jest też bardzo przyjemny w używaniu. 

Ceny produktów różnią się bardzo w zależności od sklepu. Najtaniej można je znaleźć w aptekach internetowych, ale warto też czekać na promocje. Ja swój zestaw (olejek 50ml, żel 30ml oraz kosmetyczkę) kupiłam za 35zł w SuperPharm. 


Znacie ten słynny olejek marki Nuxe? Co o nim myślicie?

Kosmetyki Organic Shop - pasta do ciała i maska do włosów


Muszę przyznać, że swego czasu, zwłaszcza gdy trwał szał na rosyjskie kosmetyki, marka Organic Shop (choć estońska) bardzo mnie ciekawiła, ale jakoś nie miałam w końcu okazji bliżej jej poznać. Skusiłam się jedynie na maseczkę do twarzy, ale nie był to najlepszy wybór. Jakiś czas temu, o czym zresztą informowałam Was na moim facebooku, znalazłam wcale nie małą szafę owej marki w Tesco. Nie ukrywając zdziwienia wzięłam na próbę dwa produkty. I dzisiaj trochę Wam o nich opowiem.

     ● Aloesowa maseczka Organic Shop


Tropikalny bambus - pasta do ciała

Wspaniałe połączenie organicznego ekstraktu z bambusa i naturalnej soli sprawia, że skóra zsykuje niewiarygodną świeżość i witalność. Pasta wyrównuje kolory skóry, a orzeźwiajacy zapach tropikalnej dżungli napełnia energią na cały dzień. 
Nie zawiera SLS, parabenów i silikonów.

Składniki aktywne:
Sól morska – zawiera cenne mikroelementy, wzmacnia mikrocyrkulację krwi, wykazuje działanie tonizujące i napinające, usuwa martwy naskórek.
Masło shea – chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem, likwiduje suchość i podrażnienia, poprawia jej elastyczność i nasyca witaminami.
Organiczny ekstrakt z bambusa - głęboko oczyszcza skórę, nawilża i tonizuje.

Sposób użycia: 
Lekkimi, masującymi ruchami nanosimy peeling na wilgotne ciało, spłukujemy wodą. Dla osiągnięcia optymalnego rezultatu stosujemy 2-3 razy w tygodniu.

Sodium Chloride (sól) ● Glycerin (roślinna gliceryna) ● Cetearyl Alcohol ● Butyrospermum Parkii Butter (masło shea) ● Maris Sal (sól morska) ● Bambusa Arundinacea Stem Extract* (organiczny ekstrakt z bambusa) ● Citric Acid ● Sodium Benzoate  Potassium Sorbate  Cocamidopropyl Betaine  Aqua  Parfum  Linalool ● CI 77288, CI 77492
(*) – składniki pochodzące z organicznych upraw

W niektórych sklepach internetowych znalazłam informację, że jest to peeling a nie pasta, ale skoro sam producent tak go nie nazywa, to zostanę przt paście. I to najbardziej mi odpowiada, bo jako z peelingu nie byłabym z tego produktu aż tak zadowolona. Dlaczego?

W gęstej, zielonej mazi mamy zatopioną sporą ilość grubych kryształków soli. Nie ma problemów z jej wydobyciem czy nałożeniem na skórę. Sól faktycznie daje efekt peelingu, ale moim zdaniem jest ich trochę za mało, aby nazwać ten kosmetyk dobrym ździerakiem. Ja używałam go codziennie i nie zauważyłam żadnego podrażnienia skóry, ale była ona wyraźnie gładka i dobrze oczyszczona, ale nie przesuszona. Nie wymagała też w tym czasie dodatkowego peelingowania, takie codzienne delikatne złuszczanie w zupełności jej wystarczało. Ale jako produkt do stosowania raz na jakiś czas, moim zdaniem byłby za słaby. Zapach pasty jest dość specyficzny, nie każdemu przypadnie do gustu. Z kategorii świeżych, ale bardzo nieoczywisty. Osobiście nie jestem jego fanką, ale też nie mogę powiedzieć, że jakoś bardzo mi przeszkadzał. Produkt zamknięty jest w plastikowym słoiczku i to moim zdaniem najlepsze rozwiązanie dla takiej konsystencji. Pojemność to 250ml, ale mi jakoś szybko się skończył. Choć nie wykluczam, że może nakładałam go trochę zbyt dużo. W kontakcie z wodą nie pieni się za bardzo, zostaje w formie pasty a kryształki soli delikatnie się rozpuszczają w trakcie masażu. Ogólnie uważam kosmetyk za bardzo udany. Jeśli lubicie mocne ździeranie, to sprawdzi sie u Was na co dzień, a dla skór wrażliwych może być fajnym peelingiem. Cena to ok 10zł. Osobiście mam ochotę na wypróbowanie którejś z past bez zawartości soli.


Miodowe awokado - ekspresowo regenerująca maska do włosów

Ta luksusowa maska do włosów na bazie organicznego olejku z awokado i organiczego miodu pomaga odbudować strukturę włosów na całej ich długości. Wzmacnia je sprawiając, że stają się miękkie i błyszczące.
Nie zawiera SLS, parabenów i silikonów.

Składniki aktywne:
Organiczny olej avocado – nadaje włosom połysk, miękkość, zwiększa objętość, sprawdza się w pielęgnacji suchych, zniszczonych włosów.
Organiczny miód - nawilża włosy i pomaga utrzymać wilgoć. Stosując go regularnie możemy liczyć na efekty w postaci błyszczących, miękkich i bardziej zdrowych włosów. Ze względu na właściwości antybakteryjne i antyoksydacyjne możemy także stosować miód na porost włosów oraz w pielęgnacji skóry głowy. Dobroczynne działanie miodu szczególnie docenią posiadaczki suchych, zniszczonych, farbowanych i wypadających włosów.

Sposób użycia: 
Nanosimy na wilgotne włosy, rozprowadzamy na całej długości, pozostawiamy na 1-2 minuty, następnie zmywamy wodą.

Aqua  Cetearyl Alcohol  Glycerin  Distearoylethyl Dimonium Chloride  Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy)  Persea Gratissima Oil* (organiczny olej avocado)  Mel* (organiczny miód)  Tocopherol (witamina E)  Hydrolyzed Wheat Protein  Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride  Benzyl Alcohol  Dehydroacetic Acid  Sodium Benzoate  Potassium Sorbate  Citric Acid  Parfum  CI 77288  CI 77492
(*) – składniki pochodzące z organicznych upraw

Jak już Wam ostatnio wspominałam, moja włosy przechodzą ostatnio niemały kryzys. Staram się jak mogę doprowadzić je do stanu używalności, więc porządna, a tym bardziej odżywcza maska do włosów wydawała sie być idealnym wyborem. Czy takim była?

Mam włosy długie, kręcone i wysokoporowate, a więc suche i skłone do puszenia. Czy może być gorzej? ;) W produktach takich jak maski szukam więc nawilżenia, odżywiania i lekkiego dociążenia włosów. Połączenie oleju awokado i miodu zapowiadało się bardzo obiecująco, ale niestety produkt okazał się być jak dla mnie bardzo przeciętny. Maska coś tam nawilża, ale nie zauważyłam odżywienia czy dociążenia. Włosy nie wyglądają po niej najgorzej, ale spodziewałam się po prostu czegoś lepszego. Testowałam ją na różne sposoby - na kilka minut po myciu, czy na pół godziny pod czepkiem i zawsze efekty były dość podobne. Być może na mniej wymagających włosach lepiej by się sprawdziła - np przy średnioporowatych lub tych skłonnych do obciążania. Kosmetyk ma idealną wręcz konsystencję jak na maskę - gęstego budyniu, który nie spływa z włosów i sprawia, że maska jest bardzo wydajna. Wyglądem też przypomina owy budyń, np waniliowy, ale niestety zapachem już nie. Spodziewałam się czegoś słodkiego, miodowo-otulajacego zapachu. Ten jest, podobnie jak w przypadku pasty, dość specyficzny, ale nie nieprzyjemny. Nie umiem go niczego porównać. Ponownie mamy tu plastikowy słoiczek o pojemności 250ml i cena tównież ok 10zł. 
Maskę na pewno wykorzystam, choćby do metody OMO, więc się nie zmarnuje, ale nie planuję powrotów.

Znacie kosmetyki marki Organic Shop? Jeśli macie w nich swoich ulubieńców to koniecznie dajcie znać! ;)